| TOMASZ ZIELIŃSKI (1802-1858)
- KOLEKCJONER I MECENAS |
Tomasz Zieliński urodził się w Krakowie 28 marca 1802 roku. Był synem Jakuba
i Jadwigi Zielińskich. Akta zaznaczają pochodzenie szlacheckie, a pośmiertny Inwentarz
wymienia wśród różnych przedmiotów metalowych skromną "pieczątkę rżniętą
na mosiądzu z herbem zmarłego". W Krakowie ukończył 5 klas gimnazjum, po czym w
1819 roku znalazł się już w Warszawie.
Biografowie podkreślają, zgodnie z aktami, że Zieliński osierociał wcześnie.
Sugerują też, że nie posiadając bliższej ani dalszej rodziny rekompensował brak
ciepła domowego ogniska namiętnym zamiłowaniem do dzieł sztuki i starożytności,
któremu pozostał wierny do końca życia. Zamiłowanie owo miało się rozbudzić pod
wpływem kontaktów z opiekującą się nim w Krakowie Elżbietą Skotnicką,
właścicielką bogatego zbioru obrazów. Sieroctwo Zielińskiego nie musiało zresztą
być wówczas całkowite, bo do Warszawy przyjechał zapewne z matką, skoro wiemy, że
zgodnie ze swym życzeniem został pochowany na Powązkach obok jej grobu. Nie był
również jedynakiem; miał w każdym razie brata, Jana, z którym, jak się wydaje, nie
utrzymywał bliższych stosunków. Na jedyny jego ślad natrafiamy dopiero w roku 1859,
gdyż już po śmierci Tomasza usiłuje on zabiegać o prawa spadkowe, występując
wówczas z tą motywacją o odpis "Stanu Służby" zmarłego brata. Istniała
też dalsza rodzina, do której należał późniejszy spadkobierca zbiorów, Aleksander
Bronikowski.
W Warszawie uzupełnił Zieliński swe wykształcenie średnie, kończąc tu Gimnazjum
Wojewódzkie. Po czym jako niezamożny młodzieniec, w 20 roku życia, 3 lipca 1821 roku
rozpoczął karierę urzędniczą od nader skromnego stanowiska aplikanta Biura Urzędu
Municypalnego m. Warszawy z pensją 90 rubli rocznie, która "w nagrodę jego
szczególnej pilności powiększoną mu została stopniowo aż do 240".
Zdobyta pozycja urzędnicza, choć jeszcze niewysoka, pozwoliła Zielińskiemu na
założenie rodziny. 20 listopada 1825 roku ożenił się z córką warszawskiego
drukarza, Tomasza Piętki, Teofila. Małżeństwo pozostało bezdzietne; w sprawach
majątkowych było rozdzielone.
W roku 1829 przeniósł się Zieliński do
służby w policji, obejmując 31 lipca posadę pisarza Cyrkułu VII z pensją 225 rb.
rocznie. W związku z tą decyzją pozostaje zagadką stosunek Zielińskiego do powstania
listopadowego; wprawdzie w aktach urzędowych zaznaczono, że nie brał udziału w
powstaniu, ale i nie musiał się w tym czasie specjalnie zasłużyć władzom carskim,
skoro później odliczono mu ze stanu służby półroczny okres od 11 marca do 16
września 1831 roku. Fakt ten nabiera wymowy w świetle wspomnianej wiadomości,
zanotowanej przez Prota Lelewela o przynależności Zielińskiego do Towarzystwa
Patriotycznego.
16 września 1831 roku został Zieliński adiunktem Cyrkułu VII z pensją 300 rb. 22
grudnia 1832 roku został adiunktem Cyrkułu XI. 23 marca 1833 roku pełnił obowiązki
komisarza Cyrkułu XI już jako podwładny oberpolicmajstra Andrzeja Storożenki. Od tego
momentu szybciej następują awanse i odznaczenia Zielińskiego. 25 maja 1833 roku został
komisarzem Cyrkułu VII z pensją 600 rb. rocznie i dodatkiem 150 rb. na najem lokalu i
potrzeby kancelaryjne. 28 lipca 1833 roku został komisarzem Cyrkułu IV. W roku 1834
zamieszkiwał przy ul. Franciszkańskiej, nr 1819, w 1835 roku przy ul. Gęsiej, nr 2286.
Pozostając na stanowisku komisarza Cyrkułu IV otrzymał 7 listopada 1834 roku Order Św.
Stanisława IV klasy. 20 października 1835 roku został znów komisarzem Cyrkułu VII,
obdarowany 9 lipca 1838 roku brylantowym pierścieniem za wzorową służbę. W latach
1836-1840 zamieszkiwał przy ul. Chłodnej, nr 930. W 1840 roku, 30 marca, wrócił znów
do Cyrkułu XI jako jego komisarz i 8 października tegoż roku otrzymał Order Św. Anny
3 klasy, a ponadto w latach 1840-1842 cztery podziękowania za gorliwą służbę (5
czerwca i 7 września 1840 roku, 20 września 1841 i 15 października 1842 roku) oraz 31
stycznia 1846 roku nagrodę pieniężną w wysokości 200 rb. W okresie pełnienia tej
służby zyskał już dużą popularność w Warszawie, a mieszkając od 1841 roku w
"Dziekance" (ul. Bednarska, nr 2677) prowadził tam wspomniany salon o
charakterze intelektualnym i artystycznym.17 kwietnia 1846 roku został Zieliński
zwolniony ze służby na własne żądanie i do 28 czerwca tegoż roku pozostawał bez
pensji. 29 czerwca 1846 roku rozpoczął pracę jako referent w Biurze Kontroli i
Rachunkowości Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Duchownych z pensją 750 rb.
rocznie - znów jako podwładny Storożenki, który od 1843 roku był Głównym Dyrektorem
Komisji.
30 grudnia 1846 roku został Zieliński
mianowany naczelnikiem powiatu kieleckiego jako urzędnik VII klasy, czyli bez awansu, z
taką samą jak na poprzednio zajmowanym stanowisku pensją 750 rb. i dodatkiem 225
rb.Blisko dwunastoletni pobyt w Kielcach był okresem niemniej intensywnej działalności
Zielińskiego, który nie zaniedbywał przy tym warszawskich kontaktów ze światem
artystycznym i kolekcjonerskim, dzieląc czas między czynności urzędowe a życiową
pasję. Dzięki częściowo zachowanym archiwaliom można zapoznać się bliżej z
systemem funkcjonowania Zielińskiego na stanowisku kieleckiego naczelnika, który
niewątpliwie w sporej mierze dobrze zasłużył się Kielcom. Śladem jego starań o
podniesienie dobrobytu mieszkańców są zarówno udzielane pożyczki budowlane, jak i
zorganizowanie bez dodatkowych kosztów dla miasta tzw. zupy rumfordzkiej dla ubogich, za
co w czerwcu 1847 roku otrzymał pochwałę w imieniu Namiestnika Królestwa.Dopuszczał
się jednak przy tym Zieliński, jeśli nie jawnych nadużyć, to w każdym razie
karygodnych zaniedbań, pokrywanych zręcznością w lawirowaniu, graniczącą z
zuchwalstwem, opartym zapewne na przekonaniu o wszechmocy warszawskiej wysokiej protekcji
i niezawodności systemu łapowniczego. Formalnie służbista - Zieliński angażował
się też niejednokrotnie w protegowanie osób politycznie skompromitowanych. Tę stronę
jego działalności potwierdzają nie tylko opinie współczesnych, ale i źródła
archiwalne. Na przykład w roku 1855 na prośbę przełożonej klasztoru Panien
Bernardynek Św. Katarzyny, której polecono pięcioletni dozór nad aresztantką
polityczną, panną Klotyldą Roiła, Zieliński w ciągu niespełna dwu miesięcy
uzyskuje od Paskiewicza zwolnienie jej z więzienia. Tego typu interwencje przeprowadzane
były czasem zapewne nie bez uwagi na własne korzyści materialne czy raczej
bezpośrednie kolekcjonerskie zyski. Namiętność niezbyt majętnego kolekcjonera
prowadziła w konsekwencji do mniejszych lub większych kolizji z prawem, do pojawienia
się wreszcie wątków wręcz kryminalnych w życiorysie Zielińskiego. Wiele zauważonych
wykroczeń traktowano dzięki protekcji łagodnie, ta jednak z czasem zawiodła i ostatnie
lata życia kieleckiego naczelnika wypełniły nie lada kłopoty. Mimo tego szczególnego
trybu urzędowania Zieliński położył istotne zasługi w zakresie opieki nad zabytkami
i dbałości o estetyczny wygląd miasta. Jego staraniem uregulowano rzeczkę Silnicę,
położono na głównych ulicach chodniki z płyt marmurowych, uporządkowano park miejski
i założono w nim malowniczy staw, który ozdobił Zieliński ponadto piękną figurą
kamienną św. Jana Nepomucena z przełomu XVIII i XIX w., dłuta rzekomo Jakuba
Kornackiego, sprowadzoną z Jędrzejowa i odnowioną własnym kosztem naczelnika.
Zieliński też zapewne sprowadził z Jędrzejowa dla ozdoby parku kamienne wazony
klasycyzujące z końca XVIII w.
Urzędowanie rozpoczął Zieliński z dużym
rozmachem, kładąc nacisk przede wszystkim na sprawę ochrony zabytków. Zajął się
więc obowiązkową ich inwentaryzacją w powiecie, i to tak skutecznie, że szybko
znikły z akt urzędowych monity w tej sprawie. Poza tym już w kwietniu 1847 roku
wystosował Zieliński raport do gubernatora Białoskórskiego w sprawie konserwacji
byłego pałacu biskupiego w Kielcach, któremu groziła adaptacja na pomieszczenie dla
sądownictwa.
Zieliński podnosił nie tylko wartość zabytku, jednego z nielicznych zachowanych w
pierwotnym stanie, ale podkreślał niecelowość przebudowy pałacu. "[...] wapno -
pisał - spajające mury jego, przeszło w skamieniałość zupełną, przekształcanie
ich więc, wybijanie okien, drzwi, niszczenie stropów, pokładu dachowego i
przeistaczanie w sposób przy odnowieniu dopełnić się mającym zaprojektowany
nadweręży je zupełnie i Budowla ta, nawet w stanie dzisiejszym, byle jej główny dach
nowo pokryto, zapowiadająca jeszcze długie istnienie, prócz że zostanie zeszpeconą,
będzie potrzebowała nieustannie naprawy i runąć musi wkrótce koleją dawnych murów,
które świętokradzko poważono się przeistaczać niebacznie [...]". Zieliński
podsunął jednocześnie projekt użytkowania odpowiednio zakonserwowanego gmachu, który
mógłby jego zdaniem służyć częściowo jako archiwum lub pomieszczenia urzędnicze, a
wspaniale ozdobione salony powinny by być użyte dla celów reprezentacyjnych. Dowiódł
przy tym, że koszt budowy nowego gmachu dla sądu i konserwacja pałacu nie
przekroczyłyby sumy 15000 rb. przeznaczonej na przebudowę pałacu. Zapobiegliwość
Zielińskiego połączona z właściwą argumentacją, opartą na znajomości urzędowej
procedury i psychiki urzędniczej,
odniosła pozytywny skutek, dzięki czemu zabytek został
ocalony.
l czerwca 1847 roku wydzierżawił Zieliński
od rządu posesję przy ul. Zamkowej 6, wpłacając tytułem wkupnego 231 rb. 44 kop. oraz
zobowiązując się do rocznej opłaty 57 rb. 86 kop. tytułem dzierżawy wieczystej.
Odtąd będzie się do końca życia zajmował remontem, rozbudowywaniem i upiększaniem
swego domu-muzeum.
18 grudnia 1851 roku Zieliński otrzymał tytuł radcy dworu za gorliwość w służbie.
Było to już jednak ostatnie wyróżnienie. Po tej dacie urzędnicza kariera
Zielińskiego uległa wyraźnie zahamowaniu w wyniku uwikłania się w szereg niejasnych
sytuacji. Podjęte w roku 1852 starania o nagrodę za dwudziestoletnią nienaganną
służbę skończyły się fiaskiem. Mimo pozytywnej opinii warszawskiego oberpolicmajstra
Komisja Rządowa Spraw Wewnętrznych i Duchownych odpowiedziała 14 grudnia 1852 roku
odmownie z uwagi na to, że Zieliński "pozostaje pod śledztwem". Chodziło o
jakieś nadużycia powstałe być może z niedopatrzenia, przy urządzaniu kanału w
Kielcach (mowa chyba o stawie w parku). Zieliński został w wyniku śledztwa uniewinniony
przez Paskiewicza ze względu na dotychczasowe zasługi i brak osobistych korzyści i
skazany tylko na zapłacenie kosztów śledztwa w wysokości 344 rb. i 79 kop.
Z biegiem lat - przy nieustającej, a nawet
wzmożonej działalności kolekcjonerskiej i udziale w życiu kulturalnym - mnożą się
kłopoty finansowe, jak świadczy pismo gubernatora radomskiego z 22 maja 1855 roku,
polecające Zielińskiemu zapłacenie kosztów wymienionego śledztwa z własnych
funduszów, "gdyż pensja jego na inne pretensje jest zajęta". Podjęte w 1856
roku starania o awans na zasadzie wysługi lat nie dały w tym kontekście rezultatu.
Zieliński otrzymał tylko 7 września 1856 roku niewiele znaczący medal brązowy, wybity
na pamiątkę wojny lat 1853-1856.
Od 1853 roku zaczęty się też kłopoty
zdrowotne. 2 września tego roku prosił Zieliński o ośmiodniowy urlop "dla
poratowania zdrowia cierpieniami artretycznymi mocno nadwątlonego", w lutym zaś
następnego roku przedstawił władzy świadectwo lekarskie stwierdzające kilkuletnią
chorobę artretyczną i zalecające wyjazd "do wód trenczyńskich". W 1856 roku
w wyniku trudności paszportowych, nie mogąc skorzystać z zezwolenia na planowany
trzymiesięczny wyjazd zdrowotny do Hamburga i Akwizgranu, zadowolił się
dwudziestodniowym pobytem w Solcu w lipcu i sierpniu tego roku.
W połowie 1857 roku nastąpiła ostateczna
klęska, która pociągnęła za sobą lawinę wypadków, nękających Zielińskiego
nieustannie przez ostatni rok życia. W sposób szczególny uderza następstwo zdarzeń:
załamanie się kariery Zielińskiego bezpośrednio niemal po śmierci Paskiewicza, który
umarł w 1856 roku, i po zniknięciu z warszawskiego horyzontu głównego, jak się zdaje,
protektora Zielińskiego, Storożenki; zmarł on w 1857 roku, zwichnąwszy przedtem
własną karierę na - zdawało się - niezawodnym łapowniczym systemie. Od 1855 roku
zabrakło również życzliwego Zielińskiemu miejscowego zwierzchnika w osobie
radomskiego gubernatora i kolekcjonera, Edwarda Białoskórskiego, który osiadł w
Warszawie jako prezes Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego.
3 lipca 1857 roku burmistrz Kielc, Jurgaszko, złożył gubernatorowi radomskiemu raport,
z którego wynikało niedwuznacznie istnienie od kilku lat w działalności Zielińskiego
osobliwej afery. Mianowicie w wyniku śledztwa, wszczętego z nakazu namiestnika
Królestwa 20 lipca tego roku, okazało się, że Zieliński ukrywał od 1853 roku
niejakiego Józefa Fruzińskiego, skazanego 30 grudnia 1852 roku wyrokiem Kieleckiego
Sądu Policji Poprawczej na oddanie do wojska lub do rot aresztanckich rzekomo za
kradzież dokonaną w Warszawie w 1848 roku i za nielegalne przekroczenie granicy.
Zieliński osobiście pokwitował nadzorcy więzienia, Maternickiemu, odbiór więźnia
dla szybszego, jak sugerował, załatwienia sprawy. Zamiast jednak wyekspediować
Fruzińskiego zgodnie z wyrokiem, zatrudnił go od początku 1853 roku bez odpowiednich,
wymaganych dokumentów w Biurze Powiatu jako dziennikarza i ekspedytora.Trzymając
Fruzińskiego na tym stanowisku miał go używać do popełniania nadużyć na
mieszkańcach, to jest ściągania łapówek, na czym sam Fru
zinski
miał się dorobić tzw. kolonii. Postarał się jednocześnie Zieliński o zniszczenie
akt śledztwa, wydarcie odpowiednich kart z sentencjonariusza wyroków oraz o
przeniesienie do Warszawy Maternickiego i dwóch innych pracowników więzienia - pisarza
i strażnika Michalskich. Jak świadczy data i okoliczności przestępstwa, mógł
Zieliński uratować emisariusza politycznego, a ceną wolności mogła być pomoc w
drobnych nadużyciach zawsze potrzebującego pieniędzy na cele kolekcjonerskie
naczelnika. Trudno tu o sąd całkowicie pewny, tym bardziej że przychylni zapewne
Zielińskiemu urzędnicy magistratu "niedbale zebrali" akta przy aresztowaniu
Fruzińskiego 30 maja 1857 roku. W toku śledztwa Wydział Administracyjny Guberni
Radomskiej wystąpił 9 stycznia 1858 roku z wnioskiem do Komisji Rządowej Spraw
Wewnętrznych i Duchownych o uchylenie mimo wszystko odpowiedzialności sądowej
Zielińskiego z uwagi na trzydziestoczteroletnią służbę, proponując jedynie skazanie
go na zapłacenie kosztów śledztwa i współodpowiedzialność z Fruzińskim za
nadużycia oraz przeniesienie na inną posadę, "gdyż pozostawanie na obecnie
zajmowanej wśród zbiegu tylu niekorzystnych o działaniach jego okoliczności nie rokuje
nadziei, aby służba w powiecie mogła na przyszłość należycie być kierowaną i
nieodłączna od urzędu naczelnika powiatu powaga utrzymana".Zieliński, załamany
wypadkami, nosił się już w 1857 roku z zamiarem darowania zbiorów krajowi,
zastanawiając się również nad ewentualnością sprzedaży całości. 9 stycznia 1858
roku przepisał prawa dzierżawy domu na żonę, motywując to postanowienie faktem, że
suma na wkupne oraz koszta odnowienia domu były ponoszone z jej funduszów. Wreszcie 27
marca, leżąc już ciężko chory, zapisał testamentem na własność cały zbiór, z
obowiązkiem spłacenia długów, dalekiemu krewnemu, Aleksandrowi Bronikowskiemu,
obrońcy prokuratorii kieleckiej, "bo spodziewam się - uzasadniał w testamencie -
że przez niego ku użytkowaniu publicznemu posłuży". Dom i sprzęty gospodarskie
zapisał żonie. Dwudziestodniowego urlopu, który przeznaczał na wyjazd do Wiednia,
Drezna i Krakowa dla porady lekarskiej, nie zdążył już wykorzystać.
Zmarł 18 czerwca 1858 roku o godzinie 1730
w pawilonie przeznaczonym dla artystów, w pokoju wychodzącym na park, dokąd kazał się
przenieść w ostatnich tygodniach życia. 21 czerwca odbył się uroczysty pogrzeb z
udziałem przyjaciół i tłumów mieszkańców miasta. Prawdziwy nie udany żal i smutek,
malujący się na twarzach obecnych, był najlepszym świadkiem, ilu miał przyjaciół i
życzliwych, był najlepszym hołdem jego pamięci". 29 października wdowa
przewiozła ciało na cmentarz Powązkowski w Warszawie, prowadząc jednocześnie starania
o wzniesienie pomnika. Wobec zniszczenia archiwaliów cmentarza trudno dziś stwierdzić,
czy zamiar ten został zrealizowany. W związku z poszukiwaniem kandydata na następcę
Zielińskiego Gubernia Radomska tak podsumowała jego działalność urzędową:
"Służba w biurze powiatu kieleckiego pod względem polepszenia wymagać będzie
wielu trudów i znajomości przepisów".
Inwentarzem urzędowym z 20 lipca, sporządzonym po śmierci Zielińskiego, oszacowano
pozostały po nim majątek w ruchomościach na 14089 rb. 68 kop., z czego na urządzenie
domu przypadło 1516 rb. 32 kop., na Oddział zaś II - Muzeum 12573 rb. 32 kop., z czego
na samą galerię obrazów 10638 rb.; była to suma oczywiście zbyt niska w stosunku do
rzeczywistej wartości zbioru, ale została tak właśnie skalkulowana zapewne z uwagi na
podatek spadkowy.
Dalsze losy spłat długów, różnorakich
należności po śmierci Zielińskiego ciągnęły się jeszcze latami. W związku z
komplikacjami spadkowymi zbiory (nienaruszone) znajdowały się pod ścisłym nadzorem
policji od 1862 roku. Trudno jest jednak ustalić kiedy rozpoczęto ich licytację na
pokrycie ustalonych przez sąd długów - jedno jest pewne, że z chwilą przewiezienia
ich do Warszawy w latach 1869-1871. Zbiory uległy rozproszeniu, jedynie 63 obiekty
weszły w skład kolekcji muzealnych. Wybrane obrazy znajdujące się w zbiorach Muzeum Narodowego w Kielcach
Opracowano na podstawie: Irena Jakimowicz Tomasz
Zieliński. Kolekcjoner i mecenas. Z.N. Ossolińskich, WPAN 1973.